Blaski i cienie | Wszystko czego do tej pory nauczyło mnie macierzyństwo
Pierwsza część życia jest po to, by się uczyć, druga, by z tej nauki czerpać a trzecia, by się nimi dzielić… To moja parafraza słynnych słów Danzel’a Washingtona, które w pierwotnej formie odnosiły się do pracy i pieniędzy, ale dla mnie idealnie odnoszą się również do macierzyństwa.
Jeśli miałabym się gdzieś w tych fazach umieścić, to zdecydowanie jestem w pierwszej fazie, wydawać by się mogło, niekończącej nauki na próbach, błędach i obserwacjach. Teraz z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że zaczynam się w tym odnajdywać i czerpać radość z tej nauki i doświadczeń.
Jestem mamą, cztery i pół leniej dziewczynki i trzytygodniowego chłopca, z pojawieniem się nowego członka rodziny doszło nam pieluch, zmartwień i obowiązków. Zacznę może od końca i powiem, że nie tylko druga ciąża zawsze jest zupełnie inna od pierwszej, ale też ponowne doświadczenie macierzyństwa nie jest identyczne, niesie to za sobą trochę poczucia winy wraz z pytaniem “, czy coś było ze mną nie tak, że czułam się inaczej za pierwszym razem?” czy “Jeśli tego nie doświadczyłam wtedy, a czuję teraz, to wcześniej mi nie zależało?” oraz fascynacji, że ja jedna mogę przeżywać niby to samo na tak wiele sposobów.
Macierzyństwo powinno być synonimem dla “pytanie retoryczne”, bo te w mojej głowie pojawiają się non stop w kontekście moich dzieci, ich wychowania i moich uczuć z tym związanych. Powstało mnóstwo seriali i filmów o matkach, tych niby idealnych i tych trochę mniej, tych z idealnych domów i tych z szemranych dzielnic, matkach karierowiczkach i tych zamkniętych z dziećmi w domu i chociaż potrafimy przywołać wiele przykładów z popkulturowego świata tego, w jaki sposób przedstawiane są matki i samo macierzyństwo to chyba żadna z nas się nie odważy powiedzieć, zanim matką zostanie, że wie, z czym macierzyństwo się je, chociaż w teorii.
Chociaż w przestrzeni publicznej coraz częściej mówi się o ciąży, połogu i macierzyństwie bez lukrowania to mam wrażenie, że te tematy wciąż owiane są pewną mgiełką tajemnicy. Nie wiem, czy teraz jest inaczej ( mam taką nadzieję ), ale za moich czasów szkolnych nikt nas nie przygotowywał do bycia mamami, nikt nie pytał, czy chcemy nimi być i nie zmuszał nas do głębszej refleksji. Pamiętam te kiepskie niemieckie filmy z lat 90, z marnie podłożonym polskim dubbingiem puszczane na lekcjach WDŻ, które miały nam zobrazować jak się zabezpieczać i jak przebiega ciąża z fizycznego punktu widzenia, w atmosferze chichotów, głupich żartów kolegów i mało zaangażowanych nauczycieli tego przedmiotu. Chyba nic dziwnego, że dzisiaj macierzyństwa uczymy się niestety w czasie rzeczywistym na próbach i błędach, niejednokrotnie krzycząc wewnętrznie “Nie tak to sobie wyobrażałam”, “Nie nadaje się do tego” czy “Tak ma teraz wyglądać moja egzystencja?”
Będąc ze sobą absolutnie szczerą, muszę przyznać, że potrzebowałam ostatnich prawie pięciu lat, żeby znaleźć się w tym miejscu i móc napisać, że w końcu zaczynam rozumieć, o co w macierzyństwie chodzi i zaczynam czuć radość z tego etapu w moim życiu na co dzień.
Lekcja 1 | Nic nie będzie takie samo
Ja wiem i każdy niby wie, że dziecko zmienia wszystko, ale chyba każdy się łudzi, że pewne rzeczy pozostaną niezmienne, że wciąż będziemy mogli jeździć na wakacje, chodzić do restauracji, czytać czy oddawać się swoim hobby tylko teraz z mini osobą towarzyszącą. No pewnie, że można i nie trzeba z niczego rezygnować, jak się ma dzieci, ale ( zawsze jest jakieś, ale ), ale pierwsza lekcja, jaką dało mi macierzyństwo, brzmi, z niczego nie rezygnuj, ale nie licz, że będzie wyglądać i smakować tak samo.
Podróże z dzieckiem to dodatkowe koszta i stres, który może nam skuteczni odpoczynek zniweczyć, wypady do restauracji mogą się skończyć krzykami każdej ze stron i dojadaniem zimnych resztek w domu na kanapie w spokoju, książki wciąż można czytać, ale już nie w takim tempie jak kiedyś, bo przeczytanie jednego rozdziału może ci zając tydzień czy miesiąc jeśli wciąż będziesz pamiętać, co było w poprzednim i odszyfrujesz kolejne zdania spod czerwonej kredki, którą ktoś zamazał co któreś strony a no i hobby też można mieć, ale tylko pod warunkiem, że twój mały człowieczek też będzie je podzielał albo będziesz mieć dodatkowe wsparcie, które pozwoli ci ulotnić się z domu raz na jakiś czas, by rozkoszować się nim w spokoju.
Każdy z tych przykładów i wszystkich kolejnych, których nie wymieniłam, był dla mnie gorzką lekcją przypieczętowaną niejednokrotnie stresem, frustracja i łzami, bo człowiek wiecznie jest rozdarty miedzy, chce być sobą i potrzebuje czasu dla siebie i swoich pasji a chce być dla nich i chce być najlepszą wersją siebie, żeby oni mieli najlepsza wersje dzieciństwa, co prowadzi do drugiej lekcji…
Lekcja 2 | Perfekcjoniści dostaną po dupie
Tu już nie chodzi tylko o perfekcjonizm, że dom ma być ogarnięty, ja po urodzeniu dzieci stałam się perfekcjonistą w najgorszym tego słowa znaczeniu — po poza potrzebą ciągłego sprzątania, bo ani ja nie lubię żyć w syfie, ani moje dzieci się w takim domu nie będą wychowywać, to stałam się też maniaczką kontroli. Próbowaliście kiedyś kontrolować dwu czy trzy latka? To jak wejść do ringu i być Najmanem…
Potrzeba ciągłej kontroli, to chyba jest moje największe wyzwanie macierzyńskie jak do tej pory… Chcesz wyjść z domu, ona mówi Nie, chcesz, żeby sprzątnęła, ona mówi — nie, chcesz, żeby się umyła, ona mówi — nie, chcesz, żeby zjadła, ona mówi — nie przykłady można mnożyć, ale emocje kotłujące się w środku zawsze są takie same frustracja, stres do tego łzy i poczucie przegranej, najgorzej jak wyprowadzi Cię z równowagi, krzykniesz lub powiesz coś, co będzie Cię prześladować przez cały dzień albo tydzień a w głowie zakorzeni się samo krytyk z przygotowana już dla ciebie łatką “zła matka”
Poczucie winy towarzyszy mi cały czas, coś źle zabiłam czy powiedziałam, nie zdążyłam gdzieś, coś przegapiłam… Człowiek żyje w takim stresie, że nawet już mnie nie dziwi, że w wieku 27 lat odkryłam swoje pierwsze siwe włosy…
Z tej lekcji wychodzimy do kolejnej…
Lekcja 3 | Szukaj pomocy i rób magistra z macierzyństwa
Zawsze mi się wydawało, że bycie mamą jest intuicyjne, że to się po prostu wie albo z czasem uczy, ale poprzednia lekcja boleśnie pokazała mi, że bycia najlepszą mamą, jaką mogę być, muszę się uczyć codziennie, najczęściej sięgając po wszelką możliwą pomoc.
Nie mówię tu tylko o szukaniu pomocy w swoich bliskich czy partnerze, potrzebie rozmowy, wymienienia doświadczeń czy szukaniu przestrzeni dla siebie mówię o macierzyństwie jak o wiedzy, którą trzeba na co dzień pogłębiać, chodzi o zdobycie magistra z macierzyństwa.
Nie jestem fanką kontentu parentingowego z Instagrama, nie lubię gadania typu “macierzyństwo jest jak dzban, najpierw go napełnij, żebyś mogła z niego czerpać — Zresztą pani Kaczorowska, która podzieliła się tym zdaniem, chyba dosadnie już udowodniła, dlaczego nie warto wierzyć w influencerskie mądrości prawda? Jestem natomiast fanką kontentu, który rozwija mnie osobiście, bo jeśli mama czuje się ze sobą dobrze to i dzieci jakieś szczęśliwsze a dom spokojniejszy prawda?
Nie zliczę ile książek o psychologi, samorozwoju, relacjach i tym podobnych przeczytałam w przeciągu ostatnich 5 lat ( poniżej lista kilku, które serdecznie polecam i mnie osobiście bardzo pomogły ) otaczam się też treściami, które mnie koją i uczą jednocześnie jak podkasty czy konta instagramowe ( również poniżej ), ale też filmy dla dzieci i nie tylko, które zmieniły mi perspektywę.
Jak pojawia się we mnie jakiś zgrzyt, to w miarę możliwości idę do psychologa to przegadać, pogłębiam to zagadnienie i szukam wszystkiego w książkach i internecie, ale nie pozwalam sobie na to, żeby się tymi treściami przytłoczyć czy zwariować i wprowadzać wszystkie nawet sprzeczne porady, bo to niczego nie wnosi, nauczyłam się, że każda rodzina i dziecko jest inne i potrzebuje czegoś innego, szukam, próbuje, a jak nie działa — to zmieniam, coś zawsze zadziała.
A no i najważniejsze, mantra, która przewija mi się przez głowę jak mój krytyk próbuje dojść do głosu “nie czujesz się dobrą mamą, bo xyz, ale sam fakt, że chcesz nią być, mówi o tobie i twoim macierzyństwie wszystko, jutro też jest dzień”
Książki:
Zakręty życia | Ewa Woydyłło
101 Lekcji, które zmienią Twój sposób myślenia | Brianna Wiest
Wyluzuj, kobieto! | Katarzyna Grochola
Siła zdrowych nawyków | Joseph Mercola
Jak nie ranić własnego dziecka | Nicola Schmidt
Czuła przewodniczka | Natalia de Barbaro
Jak myśleć o sobie dobrze | Stefanie Stahl
Inne:
Podkast: Pierwsza randka | Natalia Kusiak ( Polecam odcinek z Panią Ewą Wodyłło )
Instagram: Dzieciaki Cudaki | Monika Hoffman Piszora ( Jedyny parentingowy Instagram, jaki śledzę, bo Monika pozostaje sobą, nawet mając piątkę dzieci, w tym dwójkę z zespołem downa, dalej jest wulkanem energii, kocha modę, pomaga ludziom a macierzyństwo, jakie pokazuje, jest pełne zabawy, miłości, szaleństwa, pozytywnych przykładów a ona sama się nim bawi i z niego cieszy. Cudowny głos w rodzicielskim świecie )
Lekcja 4 | Ten mały człowieczek to Twój klon
Jestem ogromną fanką patrzenia na dzieci jak na małych dorosłych, nie lubię tego cukierkowego gadania i traktowania ich, jakby nic nie ogarniały lub nie przyswajały świata. Dzieci to dzieci, wiadomo, trzeba im pokazać świat, wykazać się ogromną dozą cierpliwości i czasu, ale w gruncie rzeczy to mali dorośli, których przygotowujemy do tego, żeby kiedyś potrafili sami o siebie zadbać, o swoje rodziny i były szczęśliwe i jak dać im szansę to bardzo szybko okazuje się, że rozumieją i chłoną ten świat niesamowicie szybko i wiedzą więcej o naszym życiu i postępowaniu niż nam się wydaje.
Ta lekcja jest bardzo bolesna, bo pokazuje, że taki mały człowiek nie wyciąga wiedzy z podręczników a z otaczającego go świata, który my nie tylko mu pokazujemy, ale przede wszystkim tworzymy i budzimy się w pewnym momencie, patrząc na małą kopię nas samych, która powiela nasze zachowania i czasami nasze własne małe odbicie może nas mocno zaskoczyć.
Udowodniono, że dzieci uczą się przede wszystkim przez wzory, naśladują to co widzą, chcą być obecne w każdym naszym aspekcie życia, bo właśnie tak chłoną wzorce, które potem powielają. Fajnie jak udało nam się zaszczepić w nim jaką naszą pozytywną cechę, ale gorzej jak zaczynamy widzieć nasze negatywne cechy czy zachowania, które sobą prezentuje.
Dlatego ta lekcja jest przede wszystkim o tym, by ciągle korygować siebie, walczyć z cechami, których sami w sobie nie lubimy i być najlepszymi wersjami samych siebie, żeby taki mały człowiek miał jak najwięcej tych pozytywnych wzorców zachowań. Jak usłyszałam ostatnio w podkaście “Chcesz, żeby twoje dziecko było sympatyczne? Traktuj je z sympatią, chcesz, żeby było dobre, okazuj mu dobroć. Bądź też dobry i sympatyczny dla otoczenia a Twoje dziecko też takie będzie” I ja w to wierze. To jest bardzo trudne, bo czasami w stresie, w codzienności, w natłoku wszystkiego pokazujemy się z nie najlepszej strony i dlatego ważne jest, by rozmawiać, by być szczerym ze sobą i z dzieckiem, by korygować, pozwalać sobie na błędy przepraszać i wyciągać wnioski. Łatwiej napisać niż zrobić, ale warto mieć to zawsze w głowie i próbować…
Lekcja 5 | Celebruj dzisiaj
Jako skrajny perfekcjonista i choleryk bardzo ciężko jest mi się wspiąć na wyżyny cierpliwości i spokoju, mój mózg jest oklejony tymi kolorowymi karteczkami samoprzylepnymi pełnymi obowiązków, dat z kalendarza, o których muszę pamiętać, plan zajęć, obowiązki domowe i gdzieś jeszcze trzeba znaleźć czas na zabawę z dziećmi, jakiś spacer no i czas dla siebie. Mój mózg często kipi, więc pomagam sobie i organizuje nam dni, odhaczam kolejne zrealizowane zadania, ale coś, o czym często zapominam to, że moje dzieci już nigdy nie będą tak małe jak dzisiaj, już nigdy nie zaliczą tego samego etapu co dzisiaj i zapominam się tym cieszyć…
Codzienność bywa przytłaczająca, monotonna, czasami chaotyczna i denerwująca czasami nudna, ale uczę się tę codzienność lubić i codziennie wyciągać z niej chociaż jedną rzecz, która mnie zachwyciła, rozbawiła, wzruszyła i zapisuję ją w notesie, by pamiętać, że każdy dzień w tym domu z tymi dziećmi na tym etapie jest wyjątkowy, cudowny i warty zapamiętania.
Kiedy urodził się mój synek, nagle zobaczyłam moją córkę z perspektywy, taką dużą w porównaniu z nim, taką już jakby dorosłą i się popłakałam, bo jeszcze niedawno to z nią wychodziłam w nosidełku ze szpitala, a teraz to ona mnie przytula, plotkuje ze mną na kanapie i podbiera mi moje kosmetyki.
Czas leci niesamowicie szybko, niby banalne to stwierdzenie, ale jakże prawdziwe, bo z tych prawie pięciu lat z moją dziewczynką mam parę pięknych wspomnień, ale dzisiaj czuję jakbym, tego czasu nie wykorzystała na sto procent, jakby coś mi z jej dzieciństwa uciekło. Dlatego rozkoszuję się każdym buziakiem, każdym przytulasem, zapachem niemowlęcia, mozolnym ubieraniem i czasami nudnawymi zabawami na dywanie, bo kiedyś to wszystko minie, już nie będą chciały tego powtarzać, będą miały swój świat i to jest ok, ale na dziś będę celebrować każdy nawet najnudniejszy dzień z nimi.
A was czego nauczyło macierzyństwo?