Trochę inne podsumowanie
Budzik 6:30 (drzemka aż do 7:00 może 7:20)
Nie ma czasu na kawę, szybkie płatki na mleku dla dziecka, w tle już lecą bajki, przygotowuje zestaw ciuchów dla mnie i dla niej, szybko myje moje zęby później dziecka zęby. Czesanie jednej i drugiej głowy, a potem już z górki pielucha karmienie drugiego dziecka przebieranie, wózek, kurtki i do samochodu, w drodze karaoke lub kolejny rozdział Harry’ego Pottera.
9:00 wbiegamy przez bramy szkoły, szybki przytulas i adios, obiecuję, że po południu pójdziemy na churrosy a wieczorem zrobimy w domu kino, żeby celebrować rozpoczynający się weekend.
Najbliższa godzina upłynie na ponownym pakowaniu wózka do samochodu, teraz już tylko jednego dziecka w foteliku w akompaniamencie nowej książki lub podcastu. W domu będziemy ok. 10 a lista zadań to:
Przed weekendowe sprzątanie
Przygotować obiad
Zrobić pranie i suszenie
Poćwiczyć (jak dziecko pozwoli)
Zjeść śniadanie
Może coś nowego napisać (jak dziecko pozwoli)
Poskładać pranie
Odebrać przesyłkę z paczkomatu
Wziąć prysznic (jak dziecko pozwoli)
Zdążyć przed 15, żeby odebrać drugie dziecko ze szkoły
Popołudnie Freestyle
Gimnastyka Wtorki i czwartki, Dentysta środy
Tak mogłabym opisać ostatnie dwa tygodnie, przewidywalnie czasem chaotycznie, rutynowo i co ciekawe bardzo mnie to cieszy, bo w końcu mogę powiedzieć, że jakąś rutynę mam i trzymam się jej od początku roku!
Nie jest może idealnie i nie zawsze mi się chce, czasami nawet się zdrzemnę podczas karmienia zamiast ogarniania domu i to też jest ok, bo w tym roku postanowiłam sobie, że jeśli nie mam na coś wpływu, to odpuszczam, nie wszytko musi być idealne, więc staram się zamknąć moją perfekcjonistkę gdzieś głęboko w sobie, żeby nie słyszeć nawet jej szeptów. Robię tyle, ile mogę, chociaż czasami nie bez wyrzutów sumienia, bo przecież można więcej, mocniej i bardziej, ale powtarzam sobie, że jeśli odpuściłam w imię cierpliwości lub zrobienia czegoś przyjemnego dla siebie, lub dzieci to zdecydowanie było warto.
Tak jak wydawało mi się, że wyrosłam z postanowień tak w tym roku odkrywam jak bardzo lubię je mieć i jeszcze lepiej jak bardzo lubię się ich trzymać. Moje listy z postanowieniami może nie mają już trzech stron jak kiedy byłam nastolatką i nie są wyśrubowane co do godziny i każdego kilograma, ale je mam i z nieukrywaną dumą obwieszczam, że jestem im wierna od nowego roku i chyba zostaniemy ze sobą na dłużej.
Potrzebowałam moich prawie 28 lat, by zrozumieć, że nie wszystkie postanowienia można spełnić na raz, że nie można łapać kilku srok za ogon, że nie wszytko co promują influencerki jako zdrowe nawyki, sprawdzą się też w moim przypadku, sic!
W tym roku winę za złe samopoczucie, ataki lęku i depresji zrzucam na kortyzol, więc to właśnie z nim będę w tym roku wojować najbardziej, jak się okaże, że zniwelowanie poziomu kortyzolu nie pomoże, to w przyszłym roku znajdę jakiś inny pierwiastek czy hormon, na który zrzucę winę za mój podły nastrój i czasem ch(@%*owy charakter.
Jedną z największych zmian jest niewątpliwie odstawienie kofeiny, kto mnie zna, ten wie, że w moich żyłach od 18 roku życia płynie podwójne espresso bez cukru, ale korzystając z okazji, że po porodzie w szpitalu rozpieszczali mnie kawą bezkofeinową z mlekiem, postanowiłam pociągnąć tak bez kofeiny również w domu i zanotować sobie efekty, co ciekawe, żeby obniżyć poziom kortyzolu, zaleca się odstawienie kofeiny, więc nazwijmy to przypadkiem lub znakiem od losu, ale nie mam w sobie grama kofeiny od listopada i co? I w sumie to nic, bo nie czuję absolutnie żadnej zmiany może poza tym, że już mi nie wibruje powieka w najmniej oczekiwanych momentach…
Klasycznie nowy rok nowa ja zaczęłam od postanowienia o zrzuceniu po ciążowych kilogramów i powrocie do formy, cel: -10kg, lepsza kondycja, żeby nie sapać przy wrzucaniu wózka do bagażnika i mniej obwisła skóra na brzuchu. Jak mi idzie? Całkiem nieźle, bo nie opuściłam jeszcze ani jednego treningu i wciąż mam z tego fun. Nie wierzę, że to piszę, ale w tym roku postawiłam na taneczny pilates od Zuzdmi, kto mnie zna, ten wie, że dostaję torsji na widok zumby i wszystkiego, co przypomina mi animacyjne wygibasy, ale w przypadku Zuzy jej treningi do mojej ulubionej muzyki, połączenie tańca i pilatesu w niewielkich 30 min dawkach dziennych (matki lubią to) naprawdę się sprawdza! Zanotowałam już -4kg od początku roku i czuję się znacznie lepiej, zobaczymy jak wplotę treningi, w trakcie pracy na etacie, na ten moment nie rozstaje się z Zuzą i smartwatchem, którego w końcu wyjęłam z szafy i używam nie tylko jako atrybut modowy.
Nie byłabym też sobą gdybym nie postanowiła, że ten rok będzie też pełen samorozwoju dlatego z mizernym skutkiem, ale staram się wybierać książki zamiast bezmyślnego scrollowania, postanowiłam, że w tym roku skończę dwa rozpoczęte jeszcze w zeszłym roku kursy w tym jeden, który bardzo mnie cieszy, bo w końcu zabrałam się za profesjonalną fotografię i nie mogę się doczekać, aż odkurzę moją lustrzankę.
Mniej standardowo w tym roku postanawiam być bardziej asertywna, mam z tym ogromny problem, ale ćwiczę na agentach nieruchomości, którzy wzięli sobie za cel marnowanie mojego czasu i całkiem nieźle mi z nimi idzie. Jeszcze trochę na nich poćwiczę i będę gotowa rzucić papiery i powiedzieć mojemu managerowi co o nim myślę i spełnić kolejne postanowienie, jakim jest zmiana pracy.
Dlaczego akurat agenci nieruchomości zapytacie, co takiego mi zrobili? Otóż w tym roku zmieniamy nie tylko stołki w pracy, ale również lokum mam nadzieję tym razem ciasne, ale w 100% własne
A na koniec najważniejsze, zeszły rok zakończył się cudownie i nowy mogliśmy celebrować już we czwórkę i to właśnie wokół moich dzieci będzie kręcił się ten rok i pewnie każdy następny aż się wyprowadzą dlatego w tym roku, ćwiczę się w cierpliwości, zabawach w chowanego i tańcach. Jedyne zaplanowane wycieczki to te po Madryckich placach zabaw, będzie dużo churrosów i śmiechu mam nadzieję.