Seks w wielkim mieście: Serialowe kłamstwa, w które uwierzyłam

Czasami zastanawiam się, ile z mojego życia jest wynikiem tego, co zobaczyłam i przyswoiłam z seriali.

Wiadomo, że nasze ulubione bohaterki nie są tak naprawdę wśród nas, ale chyba każda z nas świadomie lub nie wchłonęła pewne serialowe schematy i próbowała je przenieść czy odnaleźć w prawdziwym życiu. Kto powiedział, że to, co oglądamy na ekranie, nie może być przynajmniej częścią naszej codzienności?

Kiedy po raz pierwszy zakochałam się w fikcji, byłam pewna, że moja szafa powinna wyglądać jak szafa Carrie z 'Seksu w Wielkim Mieście', a moje życie – przynajmniej na poziomie dramatów i romansów – miało być równie ekscytujące jak u tych szalonych przyjaciółek z serialu w HBO. Oczywiście, rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej, i jak się okazuje, nie wszystko, co przyswajamy z seriali, nadaje się do przeniesienia do prawdziwego świata.

Ponownie obejrzałam ‘Seks w wielkim mieście’ od pierwszego do ostatniego odcinka szukając w nim ukojenia zamiast tego sfrustrowałam się wszystkimi kłamstawami, które odnalazłam na ekranie. Niewiele sytuacji przedstawionych w serialu znalazło swoje odzwierciedlenie w prawdziwym klubie trzydziestolatków w wielkim mieście, a kiedyś wierzyłam a nawet ich wyczekiwałam, bo były tak wygodne… lub tak dobrze podane?”

Mr. Big i Carrie to obraz romantyczny

Myślę, że w przypadku tej pary słowo ‘romantyczny’ to synonim ‘toksyczny’. Jedna i druga strona przez wiele sezonów próbowała udownodnić nam, że prawdziwa miłość zawsze wygra z brutalnością realizmu i codzienności ale im dłużej patrzę na tę dwójkę tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że jedyne co im wychodziło w tej relacji to jej porażki. Nigdy nie było wystarczająco dobrze, zawsze przy każdej próbie reanimacji tego związkowego trupa okazywało się, że ani jedna ani druga strona nie spełnia swoich oczekiwań a mimo wszystko dalej gra w tę masochistyczną grę. I ja wierzyłam w tego niedostępnego emocjonalnie Big’a, który dzięki miłości Carrie dojrzeje i się zmieni ( brzmi znajomo? ) i wierzyłam, że powinnam być wiecznie dostępną i zakochaną Carrie, która każdego zranionego chłopca uleczy… Dzisiaj wiem, że chociaż relacje pełne pasji istnieją to romantyzm zamieniają na kompromis i lata terapii dla par…

Będę matką na obcasach

Jak wskazują realia częściej staję na rzęsach niż w nowych obcasach od Manolo. Ciężko jest nie porównywać się do tych pięknie ubranych i umalowanych matek z serialu czy instagrama ale pozostając w realiach matek nie z Manhattanu i bez pomocy sztabu niań, pozostaje zakasać rękawy, założyć new balancy i biec do szkoły i ze szkoły ciesząc się, że przy okazji trening cardio mamy odhaczony.

Nianie w wielkim mieście

A jak o nianiach mowa to w drugiej części filmu o naszych przyjaciółkach jedynym problemem Charlotte z nianią były frywolne sutki Pani niani, która nie lubiła się ze stanikiem, i szczerze? Ja często nie lubię tego, że moja niania nie tylko nie ma stanika ale też, że nie istnieje. Nie wiem, w którym momencie mojego życia uwierzyłam, że stać mnie będzie na nianie, która poprowadzi moje rodzinne show bez scenariusza ale pewnie zadziało się to, w którejś minucie tego serialu.

Będę miała relacje przyjacielskie nie z jedną a z trzema dziewczynami przed trzydziestką

Seriale pokazują tą utopijną wizję relacji nie romantycznej a przyjaielskiej, w której wiecej jak dwie bliźniacze dusze z takim samym poczuciem humoru odnalazły się w miejskiej dżungli i pomimo obowiązków dnia codziennego mają czas na wspólne lunche, wieczorne rozmowy i weekendowe imprezki, i chociaż pęka mi serce to trzeba zburzyć ten obrazek.

Jedna przyjaciółka przed trzydziestką to już prawdziwy cud – dwie to już niemal misja niemożliwa, a trzy? Posiadanie więcej niż jednej przyjaciółki przed trzydziestką zwłaszca mając dzieci byłoby możliwe tylko i wyłącznie gdyby ktoś stowrzył przyjacielskiego tindera, nianie przejełyby kontrole nad dziećmi a ja mogłabym się skupić na relacjach jak na zarządzaniu firmą : zsynchronizować kalendarze, wymyślać, która będzie prowadzić wspólne marudzenie na życie, a która przypomni, o najnowszych promocjach. Myślę, że to kwestia podstawowej fizyki przyjaźni: jest to niewykonalne, zaczynam tęsknić za czasami, kiedy 'przyjaciel' oznaczał po prostu kogoś, kto zna twoje hasło do telefonu.

Życie zweryfikowało wiele moich przyjaźni i dało mi do zrozumienia, że tak jak w przypadku butów czas stawiać na jakość nie na ilość.

Fabuła godzinnego filmu to siedem ludzkich lat

Mam wrażanie, że w przeciągu jednego serialowego sezonu w życiu każdej bohaterki dzieje się więcej niż w przeciągu mojego ostatniego dziesięciolecia… I bynajmniej nie dlatego, że się nie ruszam czy mało się dzieje ale przygody serialowych bohaterów plotą się jak po scenariuszowym speedzie. Bywa, że jedna bohaterka potrafi się zakochać i odkochać kilkukrotnie w przeciągu sezonu by następnie odkryć swoje nowe ja i wyjść za mąż więcej razy niż Michał Wiśniewski w całym swoim życiu. Niby SATC gloryfikuje wizję poszukiwania tego jedynego, który będzie przy naszych bohaterkach na zawsze jednak wbrew sobie pokazuje nam, że ilość miłosnych i nie tylko zawirowań głównej bohaterki liczona jest w takiej samej ilości jak jej kolekcja butów.

Wielkie miasto to wielkie przygody

Swoje pierwsze kroki w wielkim mieście postawiłam samodzielnie już parę lat temu i chociaż od tego czasu wiele zdążyło się wydarzyć i zmienić to nie odczuwam jakiegoś pola magnetycznego wielkiego miasta, które działa jak magnes na perypetie tak jak to się dzieje w serialu. Życie w wielkim mieście to nie tylko wielkie możliwości, imprezy i tłumy nowych potencjalnych znajomości to przede wszystkim samotność na emigracji, tęsknota za tym co się zna, złość na turystów i uliczny śmietnik, gwar i przebodźcowanie. Niewiele zostaje pola do manewru by codzienność w wielkim mieście wyglądała jak pocztówka z ‘Seksu w wielkim mieście’

Dom samoczyszczący

Wierzę w to, że oglądamy seriale by odciąć się od rzeczywistości ale czy w tych fikcyjnych życiach bohaterów nie chodzi o to by chociaż trochę przypominało ono nasze by dodać nam otuchy? Zamiast otuchy dostajemy setki kadrów, w których bohaterowie zmagają się z wieloma plagami ale nigdy nie jest to sprzątanie, żonglowanie codziennymi obowiązkami, zimna kawa pita w pośpiechu i olewanie znajomych bo nie ma jak ich wcisnąć między zajęcia dzieci a dodatkowe pranie. Pamiętamy przyjaciół, którzy niby mieli swoje zajęcia ale dzień w dzień przesiadywali w kawiarni i kontemplowali życie, mamy innych przyjaciół z ‘How I met your mother’, którzy spotykali się w przy piwku każdego dnia by następnie wrócić do swoich nieskazitelnych mieszkań no i mamy też nasze przyjaciółki z Manhattanu, które w swoich horendalnie drogich szpilkach biegają po całym mieście grając w filirciarskie gry czy pogaduchy i ich też nie zobaczymy w zbyt wielu prozaicznych codziennych wręcz nudnych sytuacjach. No i niby rozumiem, że takie obrazki by się w tv nie sprzedały ale może drobna dawka realizmu by nie zaszkodziła, a na pewno nie wpędzałaby nas w poczucie winy, że nie stać nas na samoczyszczące się domy i samo-wychowujące się dzieci.

Mogę być Carrie i zawsze mieć w zanadrzu jakiś pokaz mody i/lub premierę

Może i można by było wypełnić kalendarz wszelakimi atrakcjami ale jak znaleźć na nie siłę i jeszcze się nimi cieszyć, kiedy największą atrakcją prawdziwej trzydziestolatki jest jedzenie lodów w piżamie i oglądanie ulubionego serialu, w którym to bohaterki mają czas i energię na latanie po pokazach mody i eventach zamiast gnić na kanapie?

Nigdy nie napiszę CV (?!)

Może gdyby życie rzeczywiście wyglądało jak to serialowe na Manhattanie nie musiałabym siedzieć godzinami próbując streścić moją osobę i życie zawodowe w kilku akapitach, ramkach i ciekawych fontach, zresztą gdybym była Carrie to jakie by to miało znaczenie skoro znałby mnie cały Manhattan i idąc na sklepu po bułki na pewno spotkałabym zupełnie przypadkiem jakiegoś znajomego mojego znajomego, który zaoferowałby mi właśnie pracę moich marzeń. Jako, że nie żyję w świecie naszych bohaterek muszę już wracać do prawdziwej pracy ale korzystając z okazji, że doczytaliście aż do tego momentu koniecznie dajcie znać w jakie kłamstwa was wpędził ‘Seks w wielkim mieście’

Chociaż można odnieść wrażenie, że ten post jest wręcz naszpikowany negatywną energią i pesymizmem to zapewniam, że tak nie jest. Cztery przyjaciółki z Manhattanu pozostają moją ulubioną grupą wsparcia i jednym z najlepszych seriali jakie ten świat widział. Pewnie nigdy nie zmienię zdania bo choć widziałam go tyle razy i za każdym patrzę na niego zupełnie inaczej to nie ujmuję mu ogromnej roli jaką odegrał w popkulturze, modzie i życiu wielu z nas. Dlatego wybaczam, te wszystkie kłamstewka, którymi mnie karmił, bo od czasu do czasu dobrze jest zrobić sobie ‘Cheat day’ i nakarmić się porządną dawką nie realizmu z humorem i romantyzmem w tle.

Previous
Previous

Walentynki 2025: miłość zrodzona z codzienności

Next
Next

Trochę inne podsumowanie