Pożegnanie z latem | 2024
[…] właśnie w dzieciństwie uczymy się tracić. Począwszy od utraty samego dzieciństwa, kiedy dowiadujemy się również, czym ono było, dociera do nas, że zawsze będziemy coś tracić. Uczymy się, że to jest koniecznym warunkiem naszego życia, jego intensywności. Sądzimy, że dorastanie wiąże się z gromadzeniem zysków płynących z doświadczeń, wiedzy, korzyści materialnych. Ale to złudzenie. Dorastanie jest utratą. Życie swoim życiem to akceptacja utraty. Życie swoim życiem to umiejętność żegnania się z nim w każdej sekundzie. […]
To jednocześnie smutne, ale i krzepiące zdanie, które przeczytałam w jednym z ostatnich rozdziałów cudownej książki, podsunęło mi myśl, że melancholia, jaką czuję wraz z odejściem lata to właśnie godzenie się, z tym że bezpowrotnie odeszło, że czeka mnie kilka długich zimnych miesięcy, aż znowu powróci i życie nabierze tych intensywnych letnich barw. Z drugiej jednak strony usłyszałam gdzieś ostatnio, że to właśnie strata tego co napawa nas przyjemnością, nadaje życiu taką niepowtarzalną wartość i smak, bo tylko jeśli czujemy smutek po stracie i melancholię możemy z przekonaniem powiedzieć, że naprawdę coś kochaliśmy i miało to dla nas wystarczające znaczenie, by za tym tęsknić.
Jest to dość długi i smutny wstęp podsumowujący piękny i radosny okres, jakim było tegoroczne lato, które wylądowałoby się, minęło w okamgnieniu prawie niezauważone, pozostawiając mnie z uczuciem niewystarczająco wykorzystanego czasu. Jednak kiedy patrzę na te zdjęcia ilość wspomnień i emocji, które nagromadziłam w zaledwie kilka miesięcy, utwierdzam się w przekonaniu, że było to intensywnie błogie lato, które napełniło mnie ciepłem na najbliższe miesiące, których już nie mogę się doczekać.
Myślę, że początek naszego lata możemy wyznaczyć w Walencji. Był to zupełnie spontaniczny wyjazd i głównym punktem naszej wycieczki były rybki w oceanarium, a cała reszta klarowała się w trakcie. Mimo wszystko Walencja nas rozbudziła i rozkochała w swoim nadmorsko miejskim klimacie, mam ogromną potrzebę poznania tego miasta wzdłuż i wszerz i nie mogę się odczekać, by tam wrócić, a nawet zamieszkać!
Piękne kolory, smaki, wibrujące ulice no i oczywiście plaże! Jak tego miejsca nie kochać i wracać do prawdziwie miejskiej rzeczywistości?!
Życie blisko plaży jest moim największym marzeniem, chciałabym, żeby takie rozrywki i popołudnia były naszą codziennością...
Hiszpańskie Palm Springs jak mniemam
Jeden z głównych punktów turystycznych walencji zwłaszcza dla rodzin z dziećmi: Oceanogràfic València, ogromne akwarium pełne wszelkich morskich stworzonek to rozrywka na całe godziny. Oprócz tego wystawy stałe i czasowe, koncerty i pokazy. My mieliśmy ogromne szczęście trafić na wystawę Pixara, mieliśmy okazję na własne oczy zobaczyć, jak tworzone były i są bajki jednego z największych w branży, a w dodatku sami mogliśmy stworzyć własne animacje! Jeśli kiedyś będziecie mieli okazję coś takiego zobaczyć i przeżyć to serdecznie polecam, każdy z nas czuł się jak dziecko i bawił przednio.
Wakacje wakacjami, ale trzeba było wracać do domu. Mamy to szczęście mieszkać w jednym z czołowych kierunków turystycznych na świecie i staramy się korzystać z tego przywileju, jak tylko się da!
To jeden z momentów, który niesamowicie mnie wzruszył, uwielbiam oglądać ją właśnie taką, nieustraszoną, niebojącą się ludzi i szukającą swoich własnych pasji...
Nie bylibyśmy sobą gdyby eksplorowanie miasta nie odbywało się głównie przez żołądki i muszę przyznać, że większość nowych miejsc, jakie mieliśmy okazję wypróbować, nas rozpieszczała. Szykuję osobny post o smakach Madrytu, wypatrujcie go z apetytem!
Z ogromną niecierpliwością wypatrywałam lata, by w końcu móc zabrać się za nasz taras i w końcu go zazielenić, czy było to mądre posunięcie, by wybierać rośliny na kilka dni przez kilkutygodniowym wyjazdem? No raczej nie bo z zakupionych roślinek przetrwały najsilniejsze, ale co się nimi nacieszyłam to moje, moja niecierpliwość i uwielbienie do kwiatów wygrało z rozsądkiem.
Jednak prawdziwe przygodny były dopiero przed nami! Planowana od roku wycieczka do Polski w końcu nadeszła i nikt nie potrafił ukryć ekscytacji, jednak ten wyjazd przyćmił nasze wszystkie wyobrażenia!
Zapasy.
Pierwszym punktem naszej wycieczki była Warszawa. Chociaż byłam w Warszawie kilka razy w moim życiu, to nigdy nie poczułam tego miasta i jakoś nie miałam na to ochoty. Tym razem w wyniku zupełnego przypadku i decyzji rodzinnych Warszawa stała się naszym drugim polskim domem i dane nam było przeżyć prawdziwie warszawskie wakacje i sama w to nie wierzę, ale Warszawa latem to jest jakaś magia. Było cudownie, wszyscy byliśmy zachwyceni ilością atrakcji, zieleni, otaczającego nas piękna i przede wszystkim smaków. Poznałam Warszawę jak nigdy wcześniej i mam ochotę na znacznie więcej!
O kilku z naszych pierwszych wrażeń ze stolicy możecie poczytać w artykule pod tym linkiem: Link
Ja cały mój urlop mogłabym spędzić właśnie tutaj...
Z Warszawy wróciłam z moimi pierwszymi w kolekcji winylami, które stanowią teraz kluczowy punkt dekoracyjny mojego salonu. Jestem prawie pewna, że są to jakieś pirackie kopie nie oryginały, ale i tak jestem w nich zakochana, teraz tylko gramofonu brakuje, bo kolekcja na pewno będzie się powiększać!
Nie zdawałam sobie sprawy, a od lat mam taką cichą tradycję, że z każdego miejsca, jakie odwiedzam, przywożę jakieś elementy dekoracyjne do domu, z Paryża przywiozłam plakaty, z Madagaskaru kolorowe słomiane kapelusze, które nie mogą się do kiedy zawisną w mojej docelowej garderobie haha a z Polski moje pierwsze winyle, które zdobią ścianę. Taka moja wersja pamiątek z podróży.
Ależ mieliśmy szczęście, że akurat w trakcie naszych wakacji i spontanicznego spaceru natrafiliśmy na paradę z okazji święta syrenki!
<3
Jeden z naszych nielicznych zaplanowanych wyjazdów, a to wszystko za sprawą trasy koncertowej Pana Taco Hemingwaya, dzięki któremu wylądowaliśmy w przepięknym Krakowie. Ostatnimi czasy Kraków jest na językach wszystkich za sprawą premiery najnowszego sezonu „Emily w Paryżu” i szczerze? Wcale mnie to nie dziwi! To miasto rozkochuje, i tak jak zachwyciło twórców serialu tak zachwyciło i nas, już dawno nie byłam tak oczarowana żadnym większym miastem.
Dłuższy post poświęcony magii Krakowa już się szykuje, ale materiału jest całkiem sporo i jakoś nie mogę się wewnętrznie zebrać w sobie, bo wiem, że jak tylko do tego usiądę, to będę się rozckliwiać na nad każdym zdjęciem i ryzykujemy kupnem biletów last minute do Krakowa haha
Kraków zapisał się w naszej pamięci jako smaczne, sentymentalne i piękne miejsce na polskiej mapie. Zwiedzaliśmy na dwóch kółkach, jedliśmy, piliśmy i poznawaliśmy historię dawnej stolicy polski. To był nasz pierwszy weekend sam na sam w dodatku wakacyjny od chyba pięciu lat i chociażby dlatego Karów zakorzenił mi się głęboko w serduszku i już zawsze będę do niego wzdychać z sentymentem, bo potraktował nas wspaniale!
Jedno z nielicznych zdjęć, jakie mamy razem w naszym albumie, dzięki uprzejmości niewinnego przechodnia
Jak wspominałam głównym punktem programu i naszego wyjazdu był występ Taco, nie był to mój pierwszy, ale na pewno też nie ostatni. Jak zwykle Filip nie zawiódł, a rano obudziłam się ze zdartym gardłem, niczego nie żałuje!
Brihuega wpadła na moją listę „Do zobaczenia”, zupełnie przypadkiem za sprawią jakiegoś przypadkowego posta na Instagramie i jak ja się cieszę, że czasem się w tej aplikacji gubię i podsyła mi dzięki temu takie miejsca! O naszych przygodach w miasteczku pachnącym lawendą możecie poczytać w tym artykule: Link
Końcówka lata upłynęła nam sielsko, nad brzegiem basenu, na nauce jazdy na rolkach, na kolejnych przeczytanych książkach i leniwych popołudniach na słońcu z gazpacho w ręku i czy można chcieć czegoś więcej od codzienności?
Miałam to szczęście tego lata, spędzać każdy wieczór wpatrując się w migoczącą przy zachodzie słońca wodę, słuchając śmiechów M. uczącej się pływać, kończąc kolejne rozdziały książki... Będę ogromnie tęsknić za tymi wieczorami.
Nie ma chyba nic bardziej hiszpańskiego od flamenco, mam swoich ulubieńców, ale kocham też odkrywać nowe brzmienia. Każda generacja ma swoje głosy i jestem przekonana, że Toledano będzie przewodnim kobiecym głosem nowego pokolenia, próbka jej możliwości, jakiej możecie posłuchać na Spotify, rozbudza zmysły. To piękne połączenie klasycznego flamenco z nowoczesnym sznytem, z wypiekami na twarzy czekam na debiutancki album.
Tego lata wypróbowałam wiele nowych produktów, ale pozostałam też wierna sprawdzonym klasykom w mojej kosmetyczce. Do odkryć i zachwytów w tym roku zaliczają się energetyzujący i mocno nawilżający set od Ireny Eris i cudowny lekki podkład od Clinique idealny na lato i do makijażu 'make-up no make-up' zimą.
Jedyna wersja robaków na działce jaką mogę zaakceptować...
We wrześniowym Vogue Hiszpania całkiem przypadkiem znalazłam jeden z moich jesiennych planów i wygląda na to, że nie tylko ja. Już wpisałyśmy do kalendarza naszą małą randkę z kolekcją Peggy Guggenheim "31 kobiet" i wprost nie możemy się doczekać!
Ekspozycję można podziwiać od 19 września do 05 stycznia | Fundacja Mapfre, Bilety już od 5 EUR, zostawiam link dla zainteresowanych: Link
Ten wieczór miał wyglądać inaczej, miałam właśnie śmiać się do rozpuku, na moim pierwszym hiszpańskim stand-upie a zamiast tego wylądowałam na kanapie, oglądając po raz tysięczny Harry’ego Pottera i zajadając się popcornem, ale co najważniejsze nie zamieniłabym tego wieczoru na nic innego. Piszę te słowa, siedząc na kanapie, dziecko pochrapuje obok, zaraz wyciągnę moje zmęczone kopytka w łóżku z książką i pewnie tak zasnę, jeśli tak będzie wyglądać ta jesień, to nie mam nic przeciwko, niech nadchodzi!