W rytmie Celine, z zimną kawą i pieluchami - Ostatnie 28 lat
28 lat. Chciałabym powiedzieć, że mam wszystko poukładane, ale po pierwsze – W życiu nie ułożyłam nawet klocków lego, a po drugie – właśnie po raz drugi zostałam mamą, i moim życiem rządzi chaos #niepoukładalne więc o układaniu życiowych puzzli mogę zapomnieć. Zastanawiam się, kiedy to się stało? Kiedy przeistoczyłam się z dziewczyny, która zawsze wsiada w niewłaściwy tramwaj, w kobietę, która tworzy menu dla całej rodziny w środku nocy, rozmawiając z własnym odbiciem w lustrze jak z najlepszym przyjacielem a czasami wrogiem?
Może to moment, w którym odkryłam, że życie to nie tylko praca, podróże i wino, ale też zimna kawa i niekończące się listy zadań. Nie wiedziałam, że mam super moce aż zostałam matką I wtedy – jak w jednej z moich ulubionych piosenek Celine Dion – wszystko nagle staje się jasne: miłość naprawdę potrafi wszystko, przede wszystkim pozwala Ci zasnąć nawet z poczuciem winy, że znowu coś zawaliłaś bo puściły Ci nerwy ale budzisz się ponownie z nową energią i próbujesz raz jeszcze łudząc się, że dzisiaj będzie inaczej. Tak, miłość zmieniła mnie w pedantkę i perfekcjonistkę a przede wszystkim w smakosza tekstów piosenek z lat 90-tych, które stają się moją osobistą mantrą, dając nadzieję, że każda kolejna piosenka mojego życia będzie miała lepszy refren.
28 lat minęło, a ja wciąż nie wiem, czy dorosłam, czy tylko udaję. Odkąd dziecię 2 pojawiło się na świecie mam nową wymówkę, żeby nie spać i cały czas myśleć, co zrobić z życiem. A w chwilach, gdy już myślę, że rozumiem wszystko, tak jak w przypadku moich dzieci następuje kolejny etap rozwojowy i nic już nie ma sensu, trzeba zaczynać od nowa.
Równocześnie zaczynam rozumieć, że życie to nie tylko te wielkie momenty – jak nowa rola matki, która sprawia, że zjedzenie ciepłego obiadu jest tak samo prawdopodobne jak wygrana w totka– ale także te codzienne, pełne chaosu ale też moje chwile. Uczę się siebie na nowo, poznaję w nowej roli i rzeczywistości i chociaż jest ciężko to wiem, że warto i trzeba, bo kiedy ja się czegoś nauczę będę mogła też nauczyć moje dzieciaki. Jednym z moich postanowień na ten rok jest górnolotne ‘Będę lepszą wersją siebie’ i o dziwo całkiem mi to wychodzi bo mój przepis jest dość prosty, przede wszystkim chcę żeby moje dzieci widziały czym jest prawdziwa radocha, dlatego śpiewam Celine Dion w samochodzie w drodze do szkoły na cały regulator na zmianę z ulubionymi piosenkami M. ( aktualnie soundtrack do Wednesday, Grinch i Sanah ) co środę pieczemy razem naleśniki, budujemy forty i oglądamy po raz tysięczny ulubione bajki i chociaż czasami ogromnie mi się nie chce to robię to wszystko by mieć uśmiech na twarzy i cieszyć tym etapem.
Teraz każda moja decyzja (od wyboru obiadów po wybór skarpetek) jest poprzedzona wewnętrzną melodią „My Heart Will Go On” by nadać życiu odpowiedniej dramaturgi. Więc wypiję dzisiaj sok z żurawiny w kieliszku do wina i w kompletnej ciszy dokończę ten post, zjem zimne resztki z obiadu i przytulę się do poduszki z ulubioną książką dziękując za ten rok i wzosząc toast za następny pełen śmiechów, łez i Celine Dion.