Przyjemności #1 | Letnie niezbędniki
W tym roku hiszpańskie lato długo kazało na siebie czekać, jednak z początkiem tego miesiąca temperatury powyżej 40 stopni i słońce na dobre rozgościły się na półwyspie iberyjskim, i chociaż pierwsze rodzinne wakacje mamy już za sobą to lato dopiero się dla nas zaczyna, a co za tym idzie testowanie nowych produktów, książek, przepisów i miejsc.
Cykl przyjemności to dla mnie możliwość podzielenia się z wami moimi ulubionymi przepisami, nowo przeczytanymi książkami, które w mojej subiektywnej opinii są warte polecenia, produktami, które już na stale zagoszczą w moim domu oraz wszystkim, co w jakikolwiek sposób umiliło mi ostatnio czas i wprawiło w zachwyt, chociaż na krótką chwilę.
Więc jeśli potrzebujesz się zainspirować czy porozkoszować codziennością to ten artykuł jest właśnie dla Ciebie.
Dla duszy
To był taki piątek, w którym skrzynka z bezpiecznikami w mojej głowie po prostu się przepaliła…
Wszystkiego było już za dużo, czułam się bardzo zmęczona i prze bodźcowana dlatego spontanicznie gdzieś między jedną tabelką w Excelu a kolejną i tysiącem maili kupiłam bilet do muzeum i zaplanowałam sobie swoją własną ucieczkę w sztukę.
Jestem z rodzaju tych osób, które uciekają w ciszę i samotność, szukając regeneracji, szukam też inspiracji i piękna, które zawsze mnie koi dlatego zazwyczaj na moje miejsce ucieczki wybieram muzea lub galerie sztuki, których na szczęście w Madrycie nie brakuje.
Miejsce, które możesz odbierać każdym zmysłem. Zaraz po przekroczeniu ceglanego wejścia koi nas delikatny zapach kwiatów i dźwięk powolnie tryskającej z fontanny wody. Śledząc lekko zawiłą kamienistą dróżkę, docieramy do pięknych wyłożonych żółtymi ceramicznymi płytkami schodków prowadzących prosto do domu jednego z najwybitniejszych impresjonistycznych artystów, domu i pracowni Joaquina Sorolla.
Jest to jedno z moich ulubionych muzeów w Madrycie, chociaż myślę, że nie tylko, głównie dlatego, że pozwala obcować z dziełami nie w muzealnym molochu przytłaczającym bodźcami i wielkością. Ta piękna willa położona w centrum miasta, ukryta za malowniczym ogrodem skrywa jedne z najbardziej znanych i podziewanych dzieł sztuki impresjonistycznego artysty. Jardín de la Casa Sorolla” (Ogród domu Sorolla), „Clotilde sentada en un sofá” (Klotylda na sofie) „Autorretrato” (Autoportret) „La bata rosa. Después del baño” (Różowa szata. Po kąpieli) „Paseo a orillas del mar” (Spacer nad brzegiem morza), „La hora del baño, Valencia” (Pora kąpieli, Walencja), „Mis hijos” (Moje dzieci), „Fifth Avenue, Nueva York” (Fifth Avenue, Nowy Jork), „La siesta” (Sjesta), „Madre” (Matka) to tylko nieliczne z wybitnych dzieł, które możemy podziwiać, ale prawdziwą gratką jest uruchomienie wyobraźni i uwolnienie zmysłów.
Wchodząc po trzeszczących, drewnianych schodach możemy wyobrazić sobie, że te same kroki stawiały modelki i muzy Joaquina, spoglądając na wielkie ciężkie biurko, zajmujące ogromną część wielkiej czerwonej sali możemy wyobrazić sobie artystę lub jego małżonkę piszących listy, lub omawiających bieżące sprawy. Możemy poczuć się jak Clotilde spacerując jej krokiem powolnie po ogródku, który zabiera nas w zupełnie inny świat, odcinając od zgiełku miasta i przenosząc jakby w głąb obrazu.
Uważam, że jest to też idealne miejsce na pierwsze obcowanie ze sztuką dla najmłodszych i nie tylko. Spokój, cisza i mnóstwo przestrzeni, by kontemplować nad dziełami.
Nie bez powodu malarz nazywany jest malarzem światła, jego dom, ale i każde zachowane w nim dzieło wręcz emanuje naturalnym blaskiem i światłem.
Z ponad 2500 dzieł stworzonych przez Sorolle znaczna ich część znajduje się właśnie w Madrycie. Ale historia tego artysty zaczyna się w zupełnie innym miejscu, w Walencji gdzie jego obrazy zatrzymały w czasie wiele zdarzeń i miejsc, które do dziś można odwiedzić i podziwiać, co najbardziej zadziwia i zachwyca to głębia i drobiazgowość, z jaką artystą był w stanie odtworzyć prawdziwe barwy Walencji za pomocą pędzla. Myślę, że dom rodzinny w Madrycie i wszystko, co w sobie skrywa, może być idealnym dopełnieniem wycieczki śladami artysty po walencji, ale równie Madryt możemy traktować jak aperitif, po którym na pewno będziemy mieli smaka na więcej.
Moja wersja idealnej randki sama ze sobą? Muzeum, kawa i kwiaty!
Literatura
Sobremesa. Spotkajmy się w Hiszpanii. | Mikołaj Buczak
Mieszkam w Hiszpanii już prawie 10 lat, i kiedy myślałam, że wiem o niej już wszystko, wpadła mi w ręce ta książka.
Nie mogę napisać, że jest to Hiszpania w pigułce, bo ilość ciekawostek, informacji, odnośników do legend, przeszłości i teraźniejszości jest ogromna. Jeśli planujecie wakacje w Hiszpanii lub po prostu interesuje was ten region, to będzie to świetna pozycja, która pokaże wam Hiszpanie taką, jaka ona rzeczywiście jest ze wszystkimi jej zaletami i wadami, wyjaśni wam wiele tradycji i stereotypów, które tutaj królują, a przede wszystkim jeszcze bardziej rozbudzi wasza ciekawość.
Z tej książki dowiecie się np.:
Dlaczego Hiszpanie są najzdrowszym i najgłośniejszym narodem na świecie
Co ma wspólnego kraj basków z Atlantydą
Jak Hiszpanie widzą siebie nawzajem (uprzedzam duuuużo typowych hiszpańskich żarcików i sucharków, ale ja się uśmiałam!)
Czy Hiszpanie mają tyle samo godzin w ciągu dobry co reszta europy
Poza tematem, wokół którego obraca się książka, ciekawy jest też sposób jej konstrukcji, autor dotknął każdego wątku, który sprawia, ze Hiszpania i jej mieszkańcy są, jacy są i wyjaśnił skąd pewne przyzwyczajenia czy stereotypy się wzięły. Napisana bardzo wartkim i dość luźnym językiem jest bardzo przyjemna w czytaniu ( w moim przypadku w odsłuchu ) na tyle, że zaczęłam i skończyłam ja w trakcie jednego popołudnia w pracy ( co tak swoją drogą powinno was utwierdzić w tym co autor przytacza w rozdziale czas na przerwę, gdzie opisuje zwyczaje hiszpańskich pracowników, podsumowuje, ile czasu spędzają w pracy i jak bardzo są produktywni )
Czy cokolwiek mnie w tej książce zaskoczyło? Jeśli chodzi o teraźniejsze wątki, sjesty, uwielbienie do jedzenia, to że Hiszpania jest najgłośniejszym krajem w Europie ( zaskoczyło mnie tylko to, że jest prowadzony taki ranking i statystyka, ale nie to, że Hiszpania w nim króluje haha ) to raczej nie ale miałam dużo momentów „o faktycznie tak jest" i takich, w których łapałam się na tym, ze tak wsiąkłam już w tutejszy styl życia, ze nie zauważam już pewnych niuansów i ich absurdów, bo za bardzo się do nich przyzwyczaiłam. Zaskoczyły mnie jednak odniesienia historyczne i to jak ukształtowana jest Hiszpania dzięki relatywnie dość świeżej historii, z jakich problemów nie wygrzebała się do dziś, pomimo że od pewnych wydarzeń minęły już setki lat, książka wyjaśniła mi, o co chodzi z Franco i dlaczego do dziś budzi tyle polemiki i sporów oraz jak ukształtował on dzisiejszą Hiszpanie.
Z tej książki wylania się bardzo barwny, soczysty, ciekawy i chaotyczny obraz Hiszpanii co jest idealnym odzwierciedleniem jej stanu faktycznego na dzień dzisiejszy więc zdecydowanie polecam każdemu zanurzyć się w tej lekturze.
Pielęgnacja
Jeśli o przyjemnościach mowa nie mogłabym pominąć mojego odkrycia roku, jakim jest Olejek NUXE. Wypróbowywałam już różne olejki do ciała, twarzy i włosów, od Biooil przez Caudalie aż w końcu zdecydowałam się na ten.
Gdyby ktoś mnie zapytał, bez jakiego produktu nie mogłabym się obyć w mojej kosmetyczce, bez wahania wskazałabym właśnie ten wielofunkcyjny olejek.
Bardzo delikatny, nie pozostawia klejącego filmu, odurzający zapachem i cudownie nawilżający. Używam głównie na skórę twarzy i dekoltu oraz włosy traktując go jednocześnie jak moje letnie perfumy! Ten olejek to prawdziwa perełka, rozpieszczam się nim codziennie rano i wieczorem pozwalając sobie na mój kilkuminutowy moment spa i polecam go absolutnie wszystkim!
Muzyka
Od lat nie mam już takiej mieszanej playlisty, na każdy mój nastrój, bo zamieniłam ją na repertuar Sanah, która jak co roku informuje mnie Spotify, jest najczęściej słuchaną przeze mnie artystką na platformie.
Sanah zaraziłyśmy się razem z moją mamą w erze królowej dram, z sentymentem i czułością wspominam nasze samochodowe recitale w drodze na babskie wyjazdy. Dziś kontynuuje te tradycje razem z moją córką, która również podłapuje wszystkie teksty i melodie, a najbardziej ukochała sobie właśnie „Kaprysy”
Dobrze, że Sanah stale dostarcza nam nowego materiału, zwłaszcza że zawsze jest dla nas zaskoczeniem i przyjemnością odkrywać jej kolejne oblicze, w którym same możemy się zobaczyć. Miałam ogromną nadzieję, że nowo wydany album okaże się moją płytą lata i się nie zawiodłam. Mamy tu wszystko, ballady, pop, melancholię, a nawet jodłowanie!
Ta płyta to zamknięcie na jednym krążku wszystkich moich kaprysów i emocji, mamy melancholijne kawałki w sam raz do płakania w poduszkę, romantyczne przyśpiewki, pop do sprzątania czy jazdy samochodem i oczywiście tanecznych imprez zaraz po przebudzeniu. Nie zabrakło też pianinka i skrzypiec, które kochamy!
Dla mnie uczta dla ucha i duszy, na ten moment chyba mój ulubiony album Sanah i nie umiem sobie wyobrazić, że mogłaby to przebić, ale z chęcią i przyjemnością się w tym przypadku rozczaruje, a wam polecam serdecznie jeśli jeszcze nie daliście jej szansy!
Przepis
Dzisiaj powtórka z rozrywki, bo chociaż to nie jesień to nie ma większej przyjemności niż spontaniczne „zjadłabym jabłecznik” wypowiedziane przez czterolatkę i przypieczętowane ekscytacją, wtórującego jej taty. Dlatego ten bardzo prosty i szybki jabłecznik króluje u nas już kolejny tydzień i jest jedną z naszych największych wakacyjnych, piknikowych przyjemności Ps. koniecznie z lodami waniliowymi nie zapominajcie!
Składniki:
1,5 kg jabłek
2 szklanki mąki pszennej (szklanka 250 ml)
200 g masła
1 średnie jajko
1/4 szklanki cukru - około 80 g
2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
Opcjonalnie: ekstrakt waniliowy, cynamon, sól, cukier waniliowy
Kruche ciasto:
Do dużej miski wrzucić mąkę, jajko, pokrojone masło, cukier, szczyptę soli, proszek do pieczenia, cukier waniliowy i utrzeć ciasto.
Uformować ciasto w kulę, zawinąć w folię i umieścić ciasto w zamrażarce na min. 30 min
Szarlotka:
Jabłka obrać a następnie zetrzeć na grubych oczkach. Odstawić miskę na kilka minut żeby jabłka puściły sok. Następnie odcisnąć partiami sok do osobnej miski ( ja nigdy nie wyciskam na 100% wolę żeby jabłecznik był wilgotny ) Do odsączonych jabłek dodać cynamon i ekstrakt waniliowy, wymieszać.
Blaszkę ( ja wybrałam tortownicę 24 cm ) nasmarować masłem i wyłożyć papierem do pieczenia.
Na spód wyłożyć połowę ciasta i nakłóć w kilku miejscach widelcem, następnie wyłożyć i wygładzić jabłka a na wierzch zetrzeć na tarce o grubych oczkach drugą połowę ciasta.
Włożyć do piekarnika do zarumienienia ok. 20 min i Voila!